Zanim „may fair” zaczarowano w Mayfair. O historii Shepherd Market.

Ach, Mayfair! Najdroższa dzielnica współczesnego Londynu. Ulokowana pomiędzy Hyde Park, Oxford Street, Regent Street i Piccadilly. Od ponad 200 lat najbardziej pożądany adres na mapie stolicy. Eleganckie restauracje, butiki sławnych projektantów i słynne domy aukcyjne nieustannie walczą o zainteresowanie i pieniądze przechodniów. Prywatne kluby dla gentlemanów już od południa pełne są finansistów w najnowszych garniturach od Vivienne Westwood. Zamożne Arabki przechadzają się po szykownych arteriach w towarzystwie szoferów, dźwigających naręcza zakupów za dziesiątki tysięcy funtów. Liczne galerie sztuki, wykwintne francuskie cukiernie i oszałamiające samochody dopełniają atmosfery wszechobecnego luksusu. Średni czynsz za wynajem małego, 2-pokojowego mieszkania osiąga tutaj zawrotne ceny ponad £4000 miesięcznie. Z kolei zakup apartamentu z 3 sypialniami wiąże się z wydatkiem rzędu £25 milionów.

New Bond Street, Mayfair.
New Bond Street.
New Bond Street.
Galeria handlowa The Royal Arcade przy New Bond Street.

W XVIII i XIX wieku Mayfair stanowiło enklawę brytyjskiej arystokracji. Czasy te minęły jednak bezpowrotnie wraz z zakończeniem II wojny światowej. Wiele starych rodów brytyjskich wyjechało za granicę, szukając bezpiecznego schronienia na czas działań wojennych. Inne rodziny zniknęły z kart historii z braku potomków. Jeszcze inne rozpierzchły się po kraju, zmuszone do opuszczenia ogromnych rezydencji zniszczonych podczas bombardowań Londynu. Co więcej, w okresie międzywojennym zatrudnienie służby domowej stało się niezwykle kosztowne, przez co potężne pałace stały się wręcz niemożliwe do utrzymania. Po nalotach niemieckich bombowców na the City, nastąpił proces adaptacji willi Mayfair pod działalność komercyjną. Dawne siedziby arystokracji stopniowo zamieniano na biura. Część z nich zajęły również ambasady i instytucje państwowe. Wiele ze starych pałaców zwyczajnie wyburzono podczas odbudowy miasta. Dlatego też w XXI wieku Mayfair kojarzy się Brytyjczykom bardziej jako okolica handlowo-usługowa i ostatnie, najdroższe pole na planszy do gry Monopoly, niż dzielnica mieszkalna. Nieliczne, prywatne domy pozostałe po latach komercjalizacji są dzisiaj własnością głównie rosyjskich oligarchów, bankierów z Chin oraz bajecznie bogatych Arabów z rejonu Zatoki Perskiej. Ludzie ci stanowią niezwykle ekskluzywną, malutką grupę wybrańców, mogących sobie pozwolić na płacenie bajońskich sum za sam fakt mieszkania na Mayfair.

Rezydencja Apsley House około 1800 roku. (British History Online)
Front rezydencji Grosvenor House w XIX wieku. (British History Online)
Klatka schodowa w rezydencji Chesterfield House, XVIII wiek. (British History Online)

Geneza nazwy Mayfair oraz historia okolicy sprzed XVIII wieku jest szczególnie ciekawa ze względu na jej kontrast ze współczesnym prestiżem dzielnicy. Zanim wille najbogatszych Londyńczyków zaczęły wyrastać tutaj jak grzyby po deszczu, rejony te były zwykłymi polami uprawnymi i pastwiskami określanymi mianem Great Brookfield. Przez środek łąk biegł nurt rzeki Tyburn – jednego z głównych dopływów Tamizy – pogrzebanego dzisiaj pod chodnikami metropolii. Raz do roku okolica odwiedzana była przez masy rozochoconej gawiedzi, nadciągającej ze stolicy na tutejszy jarmark. Zapoczątkowany prawdopodobnie już za rządów Edwarda I (1272-1307), oficjalnie wspomniany został dopiero w zapiskach z 1560 roku. Bazar trwający przez 15 pierwszych dni maja bardzo długo oferował na sprzedaż tylko żywy inwentarz. Zawieszony chwilowo w roku 1603 z powodu dżumy nawiedzającej Londyn, był następnie kontynuowany przez cały XVII wiek. Z biegiem lat wydarzenie to zakorzeniło się w świadomości Londyńczyków tak mocno, że angielskie określenie „jarmark majowy” (ang. may fair) przetrwało w nazwie dzielnicy do dzisiaj.

Nurt ukrytej dzisiaj rzeki Tyburn na współczesnej mapie Londynu. (Untapped Cities)
XVIII-wieczna mapa Londynu przedstawiająca południową część Mayfair. (Mapire)
Rejony Shepherd Market na XVIII-wiecznej mapie Londynu. (Mapire)

W 1686 roku jarmark przeniesiono w miejsce, gdzie dzisiaj znajduje się Shepherd Market oraz przyległe do placu uliczki: Shepherd’s Court, White Horse Street, Sun Court i Market Court. Targ rozciągał się również na otwartą przestrzeń na zachód (dzisiejsze Chapel Street i Hertford Street), aż za rzekę Tyburn (niedaleko dzisiejszej arterii Park Lane). Bazar początkowo sprzedający jedynie bydło i trzodę, z czasem zaczął przyciągać coraz większe tłumy odwiedzających. W związku z tym, z początkiem XVIII wieku jego atrakcje zostały odpowiednio rozszerzone. Organizowano pokazy szermierki, występy żonglerów oraz walki bokserskie na gołe pięści. Okna okolicznych domostw często służyły za proscenium dla aktorów i teatrzyków kukiełkowych. Stoły do gier hazardowych oraz stoiska z kiełbaskami wyrastały tuż obok kramów z inwentarzem. Innymi popularnymi atrakcjami były konkursy jedzenia kaszy manny na czas oraz wyścigi kobiet. Parter domu handlowego znajdującego się w centrum okolicznej zabudowy, który normalnie zajmował lokalny rzeźnik, na czas jarmarku przystosowywany był pod sprzedaż zabawek oraz pierników. Górne piętro budynku zamieniano natomiast w tymczasowy teatr. Na zachód od bazaru stawiano również stragany sztukmistrzów, huśtawki i karuzele.

Wejście na Shepherd Market od strony Curzon Street.
Zabudowa wokół Shepherd Market.
Zabudowa wokół Shepherd Market.

Jarmark majowy był corocznie odwiedzany przez handlarza znanego pod pseudonimem Tiddy-Doll. Był to wytwórca pierników pochodzący z Francji, który swego czasu był bardzo charakterystycznym i rozpoznawalnym mieszkańcem Londynu. W epoce georgiańskiej uliczni sprzedawcy pierników byli częstym widokiem podczas publicznych zgromadzeń, np. przy wieszaniu skazańców na szubienicy w Tyburn. Tiddy-Doll specjalizował się w wypieku i obnośnej sprzedaży pierników w kształcie postaci ludzkich. Oprócz tego był zdolnym marketingowcem znanym w branży jako „król wędrownych kupców”. Ubierał się ekstrawagancko, aby wyróżniać się z tłumu, nosząc ubrania bardziej przystające osobom z wyższych sfer niż pospolitemu domokrążcy. Jego zwyczajowy strój roboczy składał się z kapelusza ozdobionego strusimi piórami, koronkowej koszuli z marszczeniami, biało-złotego surduta, białych jedwabnych pończoch i wspaniałego, śnieżnobiałego fartucha. Jeśli ubrania nie przykuwały wystarczająco uwagi tłumu, Tiddy-Doll dysponował również szerokim wachlarzem przyśpiewek i rymowanek, wychwalających jego towar. Jego sława w epoce georgiańskiego Londynu była tak wielka, że jego imię przeszło do historii w postaci popularnych powiedzeń. Osoby ubierające się z przesadą i często ponad stan sprowadzano na ziemię wyrażeniem “You look quite the Tiddy-Doll” (wyglądasz zupełnie jak Tiddy-Doll). Niestety prawdziwe imię tej barwnej postaci do dzisiaj pozostaje zagadką.

Na jarmarku spotykano także innego popularnego Francuza, którego nazwisko również przepadło w czeluściach historii. Za niewielką opłatą prezentował on gawiedzi niesamowite zdolności własnej  żony. Kobieta wydawała się delikatna i wiotka, ale była znana z rzekomo niebywałej wytrzymałości fizycznej. Jej numerem popisowym było podnoszenie kowadła za pomocą obwiązanych wokół niego włosów. Drugą popularną sztuczką było wykuwanie przez Francuza końskiej podkowy na tym samym kowadle, leżącym bezpośrednio na piersi małżonki.

Tiddy-Doll. (British History Online)
Tiddy-Doll na karykaturze autorstwa Jamesa Gillray’a z 1806 roku. Słynny wytwórca piernika wyciąga z pieca świeżą dynastię królów. (Wikipedia)

W czasie rządów Grzegorza I (1714 – 1727) jarmark majowy zaczął stopniowo popadać w niełaskę. Pospolite i często wulgarne rozrywki zachęcały do odwiedzin nieprzyjemny, ordynarny tłum. Frywolność obyczajów towarzysząca bazarowi ściągała na zabawę zastępy opryszków, kieszonkowców, a także prostytutek. Zbieranina londyńskiej biedoty przestała iść w parze z szykowną zabudową pobliskiego Piccadilly oraz z ambitnymi planami budowlanymi rodu Grosvenor – posiadaczy większości ziem dzisiejszego Mayfair. W okolicy znajdowała się również rezydencja rodziny królewskiej, a także siedziby licznych instytucji miejskich i państwowych. Sprawie nie pomogło także morderstwo na oficerze policji dokonane w 1702 roku podczas pijackiej burdy. Jarmark zgromadził wtedy wyjątkowe tłumy, a wśród nich wiele młodych kobiet o wątpliwej reputacji. Oddział policji chcąc zabronić prostytutkom wstępu na targowisko, aresztował je bez wyraźnej przyczyny. To z kolei doprowadziło do protestu obecnych tam żołnierzy, liczących na dobrą zabawę w towarzystwie pań. Do konfliktu pomiędzy oficerami policji, a wspomnianymi żołnierzami szybko dołączyła agresywna i pijana gawiedź. Bójka zakończyła się śmiercią jednego konstabla oraz ciężkimi obrażeniami trzech innych. Mężczyzna, który zadał śmiertelne obrażenia policjantowi zbiegł z miejsca wydarzeń, ale rzeźnik który brał czynny udział w zamieszkach został osądzony za współudział, skazany i powieszony na pobliskiej szubienicy Tyburn.

Tyburn-Gallow
Rycina Williama Hogarth’a z 1747 roku przedstawia jedną z licznych egzekucji wykonanych na Tyburn. W prawym dolnym rogu Tiddy-Doll zachwala swoje wypieki. (Tyburntree)

Lokalna burżuazja zamieszkująca pełne przepychu rezydencje na ziemiach rodów Grosvenor i Berkeley była absolutnie oburzona wydarzeniami na jarmarku. Arystokraci domagali się zakończenia plebejskich rozrywek oraz całkowitego wykluczenia motłochu z okolic Mayfair. Sprawie przysłużył się szczególnie hrabia Coventry mieszkający na pobliskim Piccadilly, który uznał całe wydarzenie za publiczny skandal. Zawzięta kampania społeczna pod jego kierownictwem doprowadziła wreszcie do wydania zakazu organizacji zabawy w 1764 roku. Tym samym dawne pola uprawne i zabudowania gospodarcze zaczęły stopniowo przeradzać się w dzisiejszą enklawę luksusu. Lokalny architekt i deweloper Edward Shepherd został poproszony o sporządzenie planu zabudowy miejsca, w którym od ponad 100 lat organizowano targowisko. Dzisiejszy Shepherd Market nazwany na jego cześć, został ukończony około 1746 roku. W miejscu dawnych, obskurnych domostw powstała elegancka sadzawka z kaczkami, brukowane alejki i dwupoziomowy dom handlowy uwieńczony teatrem na najwyższym piętrze. Teatr ten otworzono przemyślnie na początku maja, aby podkreślić zupełnie nowy, dystyngowany charakter całego przedsięwzięcia. Na inauguracji pojawiło się szykowne towarzystwo z pobliskich pałaców, a same okolice Shepherd Market zaczęły przyciągać nowych inwestorów z grubym portfelem. Obecna zabudowa placu zachowała się praktycznie w całości z lat 60-tych XIX wieku i doskonale odzwierciedla dawną atmosferę na wpół wiejskiego Mayfair.

Zabudowa wokół Shepherd Market.
Jedna z licznych restauracji w okolicy Shepherd Market.
XIX-wieczna kamienica, Shepherd Market.

W latach 20-tych XX wieku okolice Shepherd Market stały się jedną z najmodniejszych lokalizacji w Londynie. Mieszkania w pobliżu placu wynajmowali liczni artyści i aktorzy. Do dzisiaj miejsce to utrzymuje swój ekskluzywny charakter, a wśród gości lokalnych restauracji spotyka się choćby księcia Williama z żoną – księżną Kate. Jednak atmosferze wyższych sfer towarzyszącej Shepherd Market nigdy nie udało się zmienić tego, że od stuleci jest to również dzielnica czerwonych latarni. Od samego początku swego istnienia zakątek ten przyciągał kobiety lekkich obyczajów. Początkowo zatrudnienie znajdowały tu biedne prostytutki obsługujące gości na jarmarku. Z czasem, gdy do okolicy zaczęli napływać możni przedstawiciele arystokracji, również kobiety podniosły standardy i ceny swoich usług. Jedną z kurtyzan mieszkających w pobliżu była sławna Kitty Fisher. Do dzisiaj w okolicy można spotkać pracujące w bardzo dyskretny sposób, luksusowe call girls.

We wrześniu 1986 roku polityk Jeffrey Archer (wtedy zastępca przewodniczącego partii konserwatywnej) spotkał się na Shepherd Market z prostytutką Monicą Coghlan. Naoczny świadek zdarzenia sprzedał tę historię brytyjskiemu tabloidowi Daily Star. Gazeta przed opublikowaniem artykułu postanowiła zorganizować prowokację. Poproszono Coghlan o skontaktowanie się z Archerem i zażądanie pieniędzy w zamian za milczenie. Spotkanie wysłannika Archera i prostytutki nagrano uwieczniając moment, w którym Coghlan otrzymała od pośrednika £2000 na peronie stacji Victoria. W zamian kobieta zobowiązała się opuścić kraj i unikać ewentualnego zainteresowania fotoreporterów. Coghlan zarobiła dodatkowo £6000 – sumę, jaką gazeta zapłaciła jej za udział w prowokacji. Archer określił pieniądze dane prostytutce jako bezinteresowną pomoc ubogiej kobiecie. Polityk oskarżył również gazetę Daily Star o zniesławienie i zaprzeczył współżycia z Coghlan. Podczas pierwszego procesu sprawę udało się zatuszować, ale gdy Archer postanowił kandydować na stanowisko burmistrza Londynu w 1999 roku, część z dawnych świadków postanowiła zmienić swoje oświadczenia w sprawie. Ostatecznie polityk został skazany za składanie fałszywych zeznań podczas procesu z 1987 roku i otrzymał karę 4 lat więzienia. We współczesnym slangu brytyjskim suma 2 tysięcy funtów nadal określana jest mianem an archer.

Jeffrey Archer z żoną tuż przed rozprawą sądową, 1987 rok. (The Guardian Archives)
Monica Coghlan w latach 80-tych. (Getty Images)

Ryba

Dodaj komentarz