Pruderia i rozpusta wiktoriańskiego Londynu. Historia prostytucji w dzielnicy Whitechapel.

XIX-wieczny Londyn jako stolica olbrzymiego Imperium Brytyjskiego, stał się centrum politycznym, kulturalnym i finansowym podziwianym na całym świecie. Królowa Wiktoria wstąpiła na tron w 1837 roku i pozostała na nim aż do swojej śmierci w 64 lata później. Jej duma, dostojeństwo, a przede wszystkim poprawność obyczajów ukształtowała charakter angielskiego społeczeństwa, które starało się wiernie naśladować jej purytański styl życia. Jednakże za bogatą i nowoczesną fasadą imperialnej stolicy rysowało się zgoła inne oblicze miasta. Na wschodzie metropolii rozrastał się wzbudzający strach i odrazę East End z dzielnicą Whitechapel w samym jego sercu. Brudne i ciasne ulice były domem dla ponad 78 000 ludzi żyjących w skrajnej nędzy. Niedożywienie i choroby były tak powszechne, że mieszkańcy mieli zaledwie 50% szans na osiągnięcie wieku powyżej 5 lat. Miejscowa ludność należała do bardzo ubogiej warstwy robotniczej, zatrudnionej w większości w lokalnych fabrykach i dokach. Okolica pełna była także bezdomnych żyjących w chronicznym i dojmującym niedostatku. Odrębną grupę stanowiło wyjątkowo liczne i ostentacyjne środowisko prostytutek. Pomimo surowych nakazów obyczajowości, płatna miłość w wiktoriańskiej Anglii była legalna i dotyczyła wszystkich bez wyjątku klas społecznych. Naród był przesiąknięty prostytucją do takiego stopnia, że ówcześni socjologowie uważali nierząd za największe zło wyniszczające kraj od środka. W londyńskich slumsach zjawisko odcisnęło szczególnie wyraźne piętno. Robotnicy chcący uciec przed ponurymi realiami własnego życia chętnie korzystali z usług okolicznych dziewcząt, zmuszonych do nierządu przez swoją fatalną sytuację finansową.

Centrum Londynu pod koniec XIX wieku, Piccadilly Circus. (Monovisions.com)
Centrum Londynu pod koniec XIX wieku, Trafalgar Square. (Monovisions.com)
Zaułek w dzielnicy Whitechapel około 1887 roku. (Billy Helston blog)

Kobiety w społeczeństwie wiktoriańskim spełniały dwie, całkowicie odmienne role. Szanujące się panny z dobrych domów zachowywały cnotę do ślubu, a jako żony sprawowały przede wszystkim rolę matki i opiekunki ogniska domowego. Seks zgodnie z nauką ówczesnych duchownych służył jedynie do prokreacji, a co za tym idzie każdy inny rodzaj współżycia, zarówno w małżeństwie jak i poza nim, był niestosowny. Dlatego też mężatka żyjąca według oficjalnych nakazów moralności nie uprawiała seksu w celu gratyfikacji własnej lub męża. Popęd seksualny wiktoriańskiej kobiety miał być znikomy i nienaturalny, a podniecenie było uznawane za szkodliwe dla pracy serca i układu nerwowego wrażliwej płci pięknej. Ta ‘anielska’ mentalność nie obejmowała niższych klas społecznych żyjących w daleko mniej wyidealizowanym świecie, dlatego też mężczyźni z wyższych sfer często szukali u rubasznych, prostych dziewczyn tego, czego nie wypadało im oczekiwać we własnym domu. Stąd też zapotrzebowanie na drugą kategorię kobiet, których rola sprowadzała się do bycia przedmiotem pożądania. Robotnice potrzebowały pieniędzy by związać koniec z końcem, a gentlemani posiadali ich nadmiar. Prosta ekonomia sprawiła, że prostytucja szybko stała się oficjalnie potępianą, a w rzeczywistości powszechnie akceptowaną formą męskiej rozrywki.

Królowa Wiktoria i Książę Albert tworzyli ideał rodziny w XIX-wiecznej Anglii. (National Portrait Gallery)
Wiktoriańska prostytutka. (Pinterest)
Wiktoriańska prostytutka. (Pinterest)

Co więcej, w 1834 roku uchwalono ‘klauzulę nieślubnych dzieci’, która odebrała samotnym matkom i ich potomstwu prawo do państwowej zapomogi. Ustawa przepchnięta przez środowiska przeciwne współżyciu przed ślubem, pozbawiła zgwałcone i zwiedzione obietnicami małżeństwa kobiety również prawa do rekompensaty finansowej ze strony ojca dziecka. Mężczyźni otrzymali tym samym nieograniczoną żadnymi konsekwencjami licencję na seks pozamałżeński. Cały ciężar odpowiedzialności społecznej i ekonomicznej za nieślubne potomstwo spoczywał od tej chwili na barkach ich matek. Wynikająca z tego feminizacja ubóstwa wzmogła zjawisko prostytucji oraz dzieciobójstwa, które stały się prawdziwą zmorą epoki.

Samotna matka z dzieckiem na ulicy we wschodnim Londynie. (Daily Mail)
Bezdomne dzieci, East End około 1880 roku. (Ultimatehistoryproject)
Rodzeństwo na ulicy w okolicach Whitechapel. (Spitalfieldslife)

Londyńskie ulicznice pochodziły głównie ze skrajnie ubogich rodzin, a ponad połowa była sierotami, które musiały poradzić sobie w brutalnym świecie slumsów na własną rękę. Zdecydowana większość z nich rozpoczęła swoją karierę zawodową od uczciwej pracy. Według spisu ludności z 1851 roku kobiety stanowiły ponad 30% siły roboczej w zakładach produkcyjnych East Endu, ale stanowiska, które zajmowały były jednymi z najcięższych, a przy tym najgorzej płatnych. Tydzień roboczy w manufakturach obejmował 6 dni, a zmiany trwały minimum 10 godzin dziennie. Kolejna ustawa z 1834 roku dodatkowo pogorszyła sytuację robotnic uznając, że kobiety powinny być traktowane w zakładach pracy na równi z mężczyznami. Dyrektywa nie podniosła ich zarobków, ale dała przedsiębiorcom przyzwolenie na stworzenie hal produkcyjnych wspólnych dla obojga płci. Przypadki molestowania seksualnego pracownic były od tej pory nagminne. Często dochodziło również do gwałtów. Kobiety zatrudnione w żeńskich pracowniach krawieckich były pod tym względem bezpieczne, ale warunki ich pracy były ciężkie z innych powodów. Szycie ręczne odbywało się w dusznej, zatłoczonej sali z niewielkim dostępem do światła i praktycznie bez przerwy. Zatrudnienie było niepewne ze względu na wahania popytu na rynku. Brytyjska elita przyjeżdżała do Londynu raz do roku wraz z nadejściem wiosenno-letniego sezonu towarzyskiego. Damy wybierające suknie na tegoroczne bale czekały ze złożeniem zamówienia do ostatniej chwili z obawy przed zakupem fasonu, który wyszedł z mody. Następnie mając niewiele czasu żądały natychmiastowej realizacji uzgodnionych projektów pod groźbą anulowania całego zlecenia. W konsekwencji szwaczki były zmuszone do niestrudzonej pracy przez wiele dni z rzędu, często bez przerwy nawet na sen czy jedzenie. Po sezonie następowały z kolei długie okresy przestoju, w którym kobiety nie miały ani pracy ani dochodów.

Kobiety w wiktoriańskiej fabryce tekstyliów. (Pinterest)
Praca w wiktoriańskiej fabryce obuwia. (Wightonfamily.ca)

Stanowisko służącej, chociaż najlepiej płatne ze wszystkich wymienionych, również nie zapewniało godziwego bytu, a przy tym było najcięższe w wiktoriańskiej Anglii. Zmiany trwały minimum 12 godzin na dobę przez 7 dni w tygodniu z jednym dniem wychodnym raz na miesiąc lub rzadziej. Zmorą służby w bogatych domach było molestowanie seksualne. Zastraszanie utratą posady i gwałty popełniane przez pana domu, jego synów i wyższych rangą służących były na porządku dziennym. Kobiety, które próbowały przerwać milczenie najczęściej były obarczane winą za powstałą sytuację, a oskarżone przez panią domu o niemoralne zachowanie były natychmiastowo zwalniane. Pokojówka mogła stracić pracę z dnia na dzień praktycznie za wszystko. Rozbity talerz, brakującą łyżkę lub podsłuchaną przypadkiem rozmowę. Innymi popularnymi zajęciami wiktoriańskich kobiet była praca w sklepie, pranie bielizny i roznoszenie mleka. Żadna z wymienionych powyżej, uczciwie pracujących robotnic nie zarabiała wystarczająco dużo i regularnie, aby wykarmić swoją rodzinę bez pomocy męża. Większość nie mogła utrzymać nawet samych siebie.

Wiktoriańskie służące przy pracy. (Victorian Era)
Pokojówka przygotowująca popołudniową herbatę. (Pinterest)

Utrata dziewictwa, czy to za własnym przyzwoleniem, czy też nie, bezpowrotnie pozbawiała pannę szansy na dobre małżeństwo, a surowe nakazy wiktoriańskiej obyczajności spychały ją automatycznie na margines społeczny. Biorąc pod uwagę nagminne molestowanie seksualne i gwałty w miejscach pracy trudno się dziwić, że wiele z kobiet, które utraciły swój największy ‘skarb’, decydowało się na prowadzenie podwójnego życia i dorabianie na ulicach w sekrecie. Starając się za wszelką cenę utrzymać pozory niewinności, robotnice nie rezygnowały z dotychczasowej posady, handlując ciałem pod osłoną nocy. Gdy w zakładzie w końcu odkryto tajemnicę, dziewczynę zwalniano za złe prowadzenie się. Utraciwszy bezpowrotnie dobre imię i nie mogąc znaleźć innego zatrudnienia, od tej pory była skazana na jawnie życie w prostytucji. W październiku 1888 roku stołeczna policja oszacowała, że w samej dzielnicy Whitechapel w zawodzie pracowało ponad 1200 kobiet. Dzisiaj wiemy, że ówczesne statystyki były mocno zaniżone, gdyż nie obejmowały mężatek. Tymczasem dojmująca bieda we wschodnim Londynie spowodowała, że najstarszym zawodem świata parały się setki żon ulicznych straganiarzy, domokrążców i drobnych rzemieślników. Ponieważ zarobki głowy rodziny nie wystarczały, kobiety często oferowały swoje usługi seksualne klientom męża. Ci nie tylko nie mieli nic przeciwko, a wręcz pełnili rolę alfonsów rozporządzając swoimi małżonkami wedle uznania. Ta dorywcza forma prostytucji niejednokrotnie ratowała skromny domowy budżet.

Uliczna sprzedawczyni w czasach wiktoriańskich. (Digital Photographer)
Uliczne handlarki. (Daily Mail)

Średni wiek londyńskiej prostytutki wynosił 20 lat, ale wiele z nich zaczęło swoją karierę dużo wcześniej. Do 1885 roku wiek przyzwolenia na stosunek seksualny wynosił zaledwie 13 lat. Dużą popularnością cieszyły się domy publiczne specjalizujące się w dostarczaniu klientom młodocianych dziewic, które były niezwykle cenione ze względu na higienę. Choroby weneryczne odstraszały mężczyzn z wyższych sfer, którzy woleli słono zapłacić za pierwszeństwo posiadania i gwarancję zdrowia. Głównym powodem, dla którego rodzice sprzedawali niewinność swoich pociech była nędza i uzależnienie od ginu lub opium. Dzieci prostytutek również zaczynały swoją karierę bardzo szybko. Dorastając w domach publicznych najpierw wykonywały drobne prace domowe, a po osiągnięciu 13 roku życia rozpoczynały pracę w zawodzie. W 1885 roku W.T. Stead opublikował w gazecie Pall Mall serię kontrowersyjnych artykułów pt. „The Maiden Tribute of Modern Babylon”. Dziennikarz postanowił zbadać, jak łatwo było kupić dziewictwo 13-letniej dziewczynki we wschodnim Londynie. Opłata w wysokości £5 (około £330 w dzisiejszej walucie) pokryła koszt badania lekarskiego potwierdzającego dziewictwo dziecka, prowizję dla pośrednika i wynagrodzenie dla rodziców. Lekarz zalecił dziennikarzowi użycie chloroformu, aby dziewczynka była nieprzytomna i nie stawiała oporu podczas gwałtu. Rodzice sprzedanej właśnie córki zaakceptowali całą sytuację z obojętnością. Pośredniczka umyła ją i starannie ubrała, a następnie wysłała do domu, żeby pożegnała się z rodzicami. Matka była tak pijana, że praktycznie nie rozpoznała swojej pociechy. Ojciec również pozostał zupełnie nieczuły. Artykuły Stead’a wstrząsnęły opinią publiczną, a jego praca doprowadziła do podniesienia wieku zgody do 16 lat jeszcze w tym samym roku. Ustawa ta uznała także męski homoseksualizm za przestępstwo, którym pozostał aż do lat 60-tych XX wieku.

Zdjęcie z 1871 roku. Opis na odwrocie: „Mary Simpson, prostytutka w wieku około 10-11 lat. Znana w okolicy od ponad dwóch lat jako Mrs Berry. Obecnie w czwartym miesiącu ciąży.” (Daily Mail)
Dziewczynka żebrząca na ulicy około 1876 roku. (Daily Mail)
Dzieci żebrzące na ulicy w okolicy Whitechapel. (Daily Mail)

Prostytutki pracujące na ulicach Whitechapel posiadały tylko to, co aktualnie miały na sobie. Ich całodzienny zarobek zapewniał im jedynie trochę jedzenia, alkohol i nocleg na jedną noc. Według jednego z ówczesnych raportów kobiety z East Endu były tak zdesperowane, że sprzedawały się za 3 pensy (mniej niż £1 we współczesnej walucie) lub nieświeży bochenek chleba. Ze względu na wyniszczający styl życia 20-latki wyglądały zazwyczaj na ponad 40 lat. Opium i alkohol były popularnymi środkami ucieczki od ponurej rzeczywistości, które stanowiły dodatkowe obciążenie dla ich sytuacji ekonomicznej. Syfilis zbierał obfity plon zarówno wśród ulicznic, jak i ich klientów. 9 na 10 kobiet pracujących w zawodzie umierało przedwcześnie z powodów zdrowotnych. Choroby weneryczne stały się tak wielkim problemem w kraju, że jeden z raportów wojskowych podał je jako główną przyczynę poważnego osłabienia sił zbrojnych Imperium. Brak antykoncepcji sprawił, że nielegalne aborcje były na porządku dziennym. Przeprowadzane zazwyczaj w zaułkach i brudnych piwnicach, prowadziły do fatalnych infekcji dróg rodnych i krwotoków. Wiele prostytutek umierało również na skutek spożycia trujących substancji chemicznych, które miały przerwać niechcianą ciążę. Nieliczne z chorych trafiały do szpitali, ale zdecydowana większość umierała po prostu na ulicy. Mnożyły się również przypadki samobójstw. Dziewczyny z nieco większym szczęściem w życiu, które umknęły zgubnym nałogom i chorobom, czasami dorabiały się pieniędzy wystarczających do tego, aby otworzyć swój własny biznes. Byłe prostytutki najchętniej prowadziły kawiarnie lub oberże, a niektórym po latach wyrzeczeń wystarczało na założenie własnego domu publicznego. Tylko nieliczne piękności otrzymywały rzadki przywilej zostania stałą kochanką bogatego opiekuna.

Zdjęcie post mortem kobiety zarażonej syfilisem. (Thecolourofmoonlight)
Kobieta zarażona syfilisem. (Pinterest)

W ówczesnym rejonie Whitechapel znajdowało się ponad 230 domów noclegowych, które często były jedynym schronieniem dla pozbawionych środków do życia mieszkańców dzielnicy. Okolice wokół Flower and Dean Street oraz Dorset Street były szczególnie znane jako tania baza noclegowa dla nędzarzy. Zgodnie z prawem sypialnie dla mężczyzn i kobiet w tego typu zakładach miały być oddzielne, jednakże przepis ten rzadko kiedy był egzekwowany. Większość domów należała do inwestorów pochodzących z klasy średniej, którzy mieszkali daleko poza granicami Whitechapel, a codzienne prowadzenie działalności powierzali zatrudnionym przez siebie strażnikom. Wielu z nich miało przeszłość kryminalną i działało na granicy bezprawia. Dozorcy przymykali oko na nielegalną działalność na terenie budynku w zamian za odpowiednią łapówkę. Noclegownie przyjmowały więc wszystkich bez względu na ich pochodzenie i reputację tak długo, jak byli w stanie zapłacić 4 pensy za łóżko w dormitorium. Były to najczęściej wąskie, drewniane prycze wielkości trumny ułożone ciasno jedna przy drugiej wprost na podłodze. Sienniki i rzadko zmieniane koce były siedliskiem wszelkiego rodzaju robactwa. W domu noclegowym znajdowała się także wspólna kuchnia, w której lokatorzy gromadzili i gotowali żywność kupioną, wyżebraną lub skradzioną w ciągu dnia. Każdej nocy ponad 8500 mężczyzn, kobiet i dzieci szukało schronienia w tego typu obiektach. Chorzy trawieni gorączką leżeli w przeludnionych salach tuż obok dzieci i pijanych prostytutek. Zdeprawowani lokatorzy nie cofali się przed kradzieżą i gwałtem, a przemoc i awantury były tutaj na porządku dziennym. Nieliczne ze starych budynków noclegowni przetrwały do dnia dzisiejszego. Jednym z nich jest Providence Row Night Refuge and Convent, gdzie często pracowała Mary Kelly, jedna z prostytutek zamordowanych przez Kubę Rozpruwacza.

Dormitorium dla mężczyzn w wiktoriańskiej noclegowni. (Pinterest)
Dormitorium dla kobiet w wiktoriańskiej noclegowni. (Pinterest)
Noclegownia  przy Fieldgate Street w dzielnicy Whitechapel w 1903 roku. (Jack the Ripper Tour)
Providence Row Night Refuge and Convent. Ceglane części budynku są pozostałością po dawnej noclegowni.

Z końcem XIX wieku slumsy otaczające Whitechapel Road zaczęto stopniowo wyburzać. W ramach pomocy kobietom na skraju nędzy utworzono także azyle Magdaleny. Zadaniem tych instytucji była rehabilitacja prostytutek i przywrócenie ich społeczeństwu. Niestety wraz z upływem czasu ośrodki pomocy zamieniły się w zakłady karne. Osadzone kobiety były zmuszane do ciężkiej pracy przy zachowaniu całkowitego milczenia, a w ramach reformy obyczajów musiały poświęcać się długim okresom modlitwy i postu. Co ciekawe, ostatni azyl Magdaleny w Wielkiej Brytanii został zamknięty dopiero w 1996 roku. Prostytucja nie zniknęła z Whitechapel do dnia dzisiejszego. Współczesne osiedle Flower and Dean wybudowane w miejscu wiktoriańskich noclegowni to mały labirynt budynków z czerwonej cegły z ciemnymi uliczkami i ślepymi zaułkami. Commercial Street leżąca w pobliżu jest ruchliwą arterią, łączącą biznesowe centrum stolicy the City z klubami wokół Brick Lane. Jest to powszechnie znana dzielnica czerwonych latarni z prostytutkami pracującymi niemal na każdym rogu. Osiedle Flower and Dean bardzo często wykorzystywane jest jako ustronne miejsce do obsłużenia klienta. Okoliczni mieszkańcy, w większości pobożni muzułmanie, niejednokrotnie apelowali do władz dzielnicy o zapewnienie bezpieczeństwa swoich dzieci, które bawią się wśród zużytych igieł i prezerwatyw. Fakt, że współczesne kobiety uprawiają prostytucję w tym samym miejscu, w którym dwieście lat wcześniej ich poprzedniczki były zmuszone robić dokładnie to samo, ma w sobie coś z tragicznej ironii losu.

Wejście na osiedle Flower and Dean.

Ryba

Dodaj komentarz