Życie dzieci w XIX-wiecznym Whitechapel. Zdobycze rewolucji przemysłowej, a wyzysk nieletnich.

Rewolucja przemysłowa rozpoczęta w XVIII wieku osiągnęła swój szczyt w erze wiktoriańskiej zapewniając Imperium Brytyjskiemu ogromny dobrobyt. Kraj dominował nie tylko na morzach, ale także na światowych rynkach. Wynalazcy i inżynierowie opracowywali coraz tańsze metody produkcji oraz konstruowali maszyny, które nieustannie zwiększały wydajność. Wraz z intensywną mechanizacją tradycyjny przemysł chałupniczy, który dawał zatrudnienie drobnym rzemieślnikom, odszedł w zapomnienie. Setki tysięcy rodzin, utraciwszy jedyne źródło dochodu, zostało zmuszonych do relokacji i znalezienia pracy w fabrykach. Rzesze imigrantów napływających do ośrodków przemysłowych szybko utworzyły rozległe slumsy, takie jak dzielnica Whitechapel we wschodnim Londynie. Skrajnie wysokie bezrobocie pozwoliło właścicielom przedsiębiorstw na obniżenie płac do absolutnego minimum. Jedynym sposobem, w jaki rodzina na skraju nędzy mogła odegnać wizję chronicznego głodu, stało się zaangażowanie do pracy własnego potomstwa. Należy tutaj zaznaczyć, że wyzysk nieletnich nie był wytworem samej rewolucji przemysłowej. Industrializacja zmieniła jednak charakter zatrudnienia oraz doprowadziła do natężenia zjawiska, które wcześniej było marginalne i dotyczyło głównie rodzin rolniczych.

Imperium Brytyjskie zostało zapoczątkowane w 1497 roku wraz z pierwszą wyprawą kolonizacyjną Anglików i przetrwało aż do zakończenia I wojny światowej. Powyższa mapa przedstawia terytoria wcielone do Imperium Brytyjskiego na przestrzeni wieków. (Wikipedia)

Na początku ery wiktoriańskiej średni wiek nieletniego robotnika w kraju wynosił 10 lat, ale niektóre dzieci zaczynały karierę zawodową mając zaledwie 4 lata. Poza stolicą największy odsetek był zatrudniony w kopalniach i przędzalniach bawełny. Z kolei w Londynie dzieci zarabiały przede wszystkim w fabrykach East Endu. Wśród londyńskich dziewczynek szerzyła się również prostytucja. Płace były bardzo niskie i wynosiły zaledwie 10–20% wynagrodzenia dorosłego mężczyzny. Zmiany trwały średnio 12 godzin, a wykonywane obowiązki były żmudne i często niebezpieczne. Podczas gdy krajowa elita usilnie walczyła o zniesienie handlu niewolnikami, ubogie dzieci były regularnie wyzyskiwane, bite i głodzone w swoim własnym kraju. Jedwabne i bawełniane ubrania arystokracji, szklane dzbanki i stalowe noże na stołach w bogatych domach, węgiel w kominkach, wykwintne jedzenie na talerzach – prawie wszystko było wyprodukowane przy udziale najmłodszych obywateli. Reformatorzy społeczni zwracający uwagę na fatalną sytuację ekonomiczną nowego pokolenia napotykali na ostry sprzeciw bezwzględnych właścicieli zakładów przemysłowych. Fabrykanci twierdzili, że jakakolwiek ingerencja w istniejące warunki pracy może kosztować Imperium utratę supremacji na światowych rynkach produkcyjnych. Akty parlamentarne regulujące pracę nieletnich były nieskuteczne i rzadko kiedy egzekwowane. Dla przykładu w 1833 roku zakazano zatrudniania dzieci poniżej 9 roku życia, ale przepis objął wyłącznie przemysł tekstylny. Przestrzeganie nowego prawa w całym kraju miała zagwarantować państwowa kontrola złożona z czterech inspektorów.

Dzieci czekające na rozpoczęcie porannej zmiany w fabryce. (History Crunch)
packing tea pinterest
Chłopcy pakujący herbatę w londyńskiej fabryce. (Pinterest)

W 1840 roku zaledwie 20% londyńskich dzieci posiadało jakiekolwiek wykształcenie. Niewielki odsetek uczęszczał do szkół dla nędzarzy (ang. ragged schools), które zapewniały bezpłatną edukację w najbiedniejszych dzielnicach miasta. Placówki te utrzymywały się z darowizn, a ich nauczyciele byli w większości wolontariuszami. Na lekcjach uczono w szczególności umiejętności praktycznych, czyli czytania, pisania i arytmetyki. Wychowankowie otrzymywali także ciepły posiłek, a w razie bezdomności doraźne zakwaterowanie. Wysyłanie dzieci do takiej szkoły w dni wolne od pracy wynikało głównie z konieczności oszczędzania na jedzeniu w ubogich domach. W rodzinach robotniczych naukę teoretyczną uważano bowiem za ekstrawagancję i stratę czasu. Istotniejsze było zaznajomienie się z zawodem rodziców i jak najszybsze zarabianie na własne utrzymanie. W roku 1860 zaledwie połowa dzieci w wieku od 5 do 15 lat uczęszczała na jakiekolwiek lekcje, zazwyczaj raz w tygodniu. Reszta, nie mogąc pozwolić sobie na luksus wolnej niedzieli, była zbyt zajęta pracą na pełen etat. Obowiązek szkolny obejmujący wszystkie dzieci do 10 roku życia został wprowadzony dopiero w 1880 roku. Kolejna poprawka z 1899 podniosła wiek ukończenia szkoły do lat 12.

62
Working Lads Institute, czyli szkoła dla pracujących zawodowo chłopców z nizin społecznych została otwarta przy Whitechapel Road w 1885 roku.
Szkoła dla chłopców przy Cannon Street w dzielnicy Whitechapel została otwarta w 1883 roku.
Ilustracja autorstwa George Cruikshank’a (1792-1878), przedstawiająca szkołę dla ubogich dzieci w londyńskiej dzielnicy Smithfield. (za: Graphicarts Princeton)

Na terenie całego kraju istniały liczne przytułki, które oferowały osieroconym i porzuconym dzieciom nocleg i wyżywienie w zamian za pracę. Do takich miejsc trafiały również podrzutki z rodzin na skraju nędzy, które musiały zredukować liczbę domowników aby przeżyć. System czeladniczy miał w teorii zapewnić dzieciom z nizin społecznych kwalifikacje umożliwiające znalezienie pracy w życiu dorosłym, ale w rzeczywistości był zawoalowaną formą niewolnictwa. Dzieci z przytułków trafiały do ciężkich zawodów o podwyższonym ryzyku zawodowym. Najczęściej pracowały w przędzalniach, cegielniach, odlewniach szkła lub jako pomocnicy kominiarzy. Nieletni pozostający w służbie u majstra nie otrzymywali wynagrodzenia, ale pracowali w zamian za utrzymanie aż do osiągnięcia pełnoletności. Uciekinierzy byli łapani i odsyłani z powrotem na staż lub do innego ośrodka. Legalne było również wychwytywanie młodocianych włóczęgów na ulicach i zmuszanie ich do pracy na tych samych zasadach. Dzieci z nieco większym szczęściem w życiu trafiły na praktyki budowlane, które zapewniały solidne zatrudnienie i stosunkowo dobre zarobki w przyszłości. Niektórym rodzicom udało się uzyskać dla dziecka stanowisko w służbie domowej, która w samym Londynie dawała pracę ponad 120 tysiącom osób.

Dzieci w przytułku około 1897 roku. (London’s Pulse Projects)
Children_at_crumpsall_workhouse_circa_1895 wccnet
Wychowankowie wiktoriańskiego przytułku dla chłopców około 1897 roku. (Flickr)

Tymczasem w slumsach wschodniego Londynu rodziny robotnicze złożone nawet z 30 osób mieszkały w pojedynczych pokojach lub wilgotnych piwnicach. Większość dzieci była chronicznie niedożywiona i bardzo podatna na choroby. W latach 30-tych XIX wieku średnia długość życia w dzielnicach East Endu wynosiła zaledwie 29 lat. W takich okolicznościach żaden rodzic nie mógł pozwolić na to, aby dzieci pozostawały bezczynne lub chodziły do szkoły. Kilka dodatkowych groszy przyniesionych do domu oznaczało kupno małego bochenka chleba lub opału do kominka, a więc niejednokrotnie stanowiło wybór pomiędzy życiem, a śmiercią. Na ulicach wiktoriańskiego Whitechapel pracowały setki dzieci z podobnych domów. Dziewczynki od najmłodszych lat roznosiły mleko, sprzedawały zapałki, drewno na opał, guziki, kwiaty lub sznurówki. Chłopcy polerowali buty przechodniom, sprzedawali gazety, biegali na posyłki i zamiatali przejścia dla pieszych w bogatych dzielnicach z nadzieją na otrzymanie jałmużny. Powszechnym zjawiskiem we wschodnim Londynie były dziecięce gangi bezdomnych złodziei i oszustów, którzy wspólnymi siłami starali się przeżyć na ulicach metropolii. Bandy wyrostków najczęściej kradły kawałki węgla z barek zakotwiczonych na Tamizie, liny holownicze i narzędzia pracowników portowych. Inni polowali na jedzenie ze straganów lub specjalizowali się w kradzieżach kieszonkowych.

Dzieci sprzedające drewno na opał we wschodnim Londynie. (Daily Mail)
Uliczna sprzedawczyni zupy we wschodnim Londynie. (Daily Mail)
Pomocnik domowy we wschodnim Londynie. (Daily Mail)

W latach 60-tych XIX wieku w stolicy pracowało ponad 30 000 handlarzy obwoźnych. Sprzedawcy detaliczni wypełniali lukę pomiędzy porannymi rynkami hurtowymi w Londynie, takimi jak targ mięsny Smithfield, owocowo-warzywny Spitalfields i rybny Billingsgate, a robotnikami załatwiającymi swoje sprawunki po pracy. Uliczni przekupnie sprzedawali towary na taczkach lub małych wózkach, codziennie obchodząc swój rewir obejmujący nawet 16 kilometrów. Niemal każdy londyński straganiarz miał przy swoim boku młodego pomocnika najczęściej w wieku od 10 do 16 lat. Praktykanci mieli za zadanie bez przerwy wykrzykiwać ceny i rodzaj sprzedawanego towaru. Co sprytniejsi wymyślali chwytliwe wierszyki i piosenki mające zwrócić uwagę przechodniów. Większość z nich pracowała w zamian za dzienną stawkę 2-3 pensów oraz wyżywienie i nocleg w domu handlarza. Z kolei kupcy posiadający synów zabierali ich na obchód ulic jeszcze przed ukończeniem 7 roku życia. Odwiedzając z ojcem wszystkie targi chłopiec szybko uczył się tajników handlu i podstaw żargonu. W lecie wstawał o 4 rano, a w zimie o dwie godziny później. Po odwiedzeniu targu i zakupie dziennego zapasu produktów, do jego zadań należało umycie warzyw i owoców oraz ułożenie ich na taczce. Jeśli sprzedawca miał stałych klientów, jego towary rozchodziły się zazwyczaj do 12 w południe. Następnie zarówno chłopcy jak i dziewczynki byli zaopatrywani przez rodziców w orzechy lub pomarańcze i wysyłani w pobliże teatrów, aby kontynuować sprzedaż aż do wieczora. Po skończonej pracy ojcowie zabierali synów do baru i dzielili się z nimi swoją dzienną porcją piwa. 5-letnie dzieci siedzące z rodzicami przy jednym kuflu nie były we wschodnim Londynie zatem niczym nadzwyczajnym.

Londyński sprzedawca uliczny ze swoim pomocnikiem. (Pinterest)
Pomocnicy handlarza we wschodnim Londynie. (Daily Mail)

Londyńskie kwiaciarki zaczynały pracować samodzielnie zazwyczaj około 7 roku życia. Dostawały w prezencie od rodziców płaski, wiklinowy kosz oraz pieniądze na zakup pierwszej partii towaru. Handlowały głównie fiołkami, liliami i różami, a w sezonie na owoce także pomarańczami i jabłkami. Przez 6 dni w tygodniu wstawały o 4 nad ranem i udawały się na targ, gdzie kupowały kwiaty po cenach hurtowych. Następnie sprawnie dzieliły je na bukiety i wyruszały na obchód londyńskich ulic, który trwał do około 10 rano. Niektóre dziewczynki wracały do domu na śniadanie, ale zdecydowana większość musiała zapewnić sobie jedzenie na własną rękę. Najczęściej za jedyny posiłek w ciągu dnia służył im chleb z masłem i czarna kawa. Po śniadaniu wychodziły z powrotem na ulicę i pracowały bez przerwy do 10 wieczorem. Wszystkie zarobione w ten sposób pieniądze oddawały rodzicom. Londyńskie kwiaciarki dzieliły się na dwie główne grupy. Nieco starsze dziewczęta uprawiające prostytucję, które używały kwiatów jako pretekstu do stania na ulicy, oraz młodsze dzieci, które ograniczały się do uczciwego handlowania. Granice pomiędzy nimi zacierały się bardzo szybko, bo odkrywszy łatwiejszy i szybszy sposób na zarobienie pieniędzy, coraz młodsze dziewczynki decydowały się na świadczenie usług seksualnych. Rodzice otrzymujący większy utarg z dziennej sprzedaży swoich pociech zapewne domyślali się jego pochodzenia, ale większość z nich zmuszona ratować skromny domowy budżet nie reagowała na zmianę profesji swoich córek. Zarówno kwiaciarki jak i opisani wcześniej kupieccy czeladnicy bardzo wcześnie zakładali własny interes, głównie z chęci wydawania zarobionych pieniędzy wedle własnego uznania. Odchodząc z domu rodzinnego i znając brutalne realia wschodniego Londynu, dzieci szybko łączyły się w młodociane pary i wspólnie pracowały na swoje utrzymanie. Związki tego typu były traktowane w okolicy jak pełnoprawne małżeństwa. Zawarcie ślubu kościelnego, za który należało zapłacić, było wśród przedstawicieli klasy robotniczej niezwykle rzadkie i powszechnie uznawane za wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Obraz Augustusa Mulready pt. „Little Flower Sellers” z 1887 roku. (Wikipedia)

Niezależną grupą dzieci w Londynie byli ulicznicy przeczesujący błoto na brzegach Tamizy w poszukiwaniu rzeczy nadających się na sprzedaż. Byli to zazwyczaj chłopcy w wieku od 8 do 15 lat, którzy pracowali podczas odpływu zanurzeni w szlamie przynajmniej po kolana. Za całe wyposażenie służył im mały koszyk lub wiadro, do których wkładali znalezione przedmioty. Najczęściej zbierali odłamki kości i węgla, które następnie sprzedawali innym nędzarzom jako tani opał. Warte kilku groszy były także fragmenty lin okrętowych, zgubione narzędzia i kawałki drewna. Większość ze zbieraczy oscylowała wokół londyńskich doków ze względu na szerokie wybrzeże rzeki. W zimie dzieci gromadziły się z kolei w okolicy fabryk, z których wypływały strumienie gorącej wody. Bardzo często była to jedyna metoda na chwilowe rozgrzanie odmrożonych, gołych stóp. Praca była ryzykowna i bardzo nieprzyjemna. Głównym niebezpieczeństwem były liczne kawałki szkła i gwoździe zagrzebane w mule rzecznym, które były przyczyną głębokich skaleczeń i fatalnych infekcji. Ekskrementy, odpady z rzeźni i inne nieczystości osiadały na brzegach rzeki gęstym szlamem. Częstym widokiem były również przepływające truchła psów i kotów, a także ludzkie zwłoki.

Dzieci pracujące na wybrzeżu Tamizy. (Messynessychic.com)
Chłopcy pracujący podczas odpływu Tamizy w 1901 roku. (Jack the Ripper Tour)

Zajęciem budzącym największy postrach wśród londyńskich chłopców była jednak praca w charakterze pomocnika kominiarza. Małe dzieci były w stanie wcisnąć się w wąskie kominy eleganckich rezydencji, toteż potrafiły wyczyścić je z nagromadzonej sadzy dużo lepiej niż sama szczotka. Kominiarczycy rekrutowali się głównie ze wspomnianych wyżej przytułków, które oddawały chłopców na służbę chcąc zredukować koszty prowadzenia ośrodka. Kominiarze zatrudniali najchętniej drobnych i szczupłych 4 i 5-latków, gdyż niektóre przewody miały zalewie 45 cm szerokości. Zdarzały się przypadki umyślnego głodzenia czeladnika przez majstra, aby malec rósł wolniej i mógł dłużej wykonywać swoją pracę. Inną powszechną praktyką stosowaną przez kominiarzy było codzienne, brutalne szorowanie łokci i kolan chłopca w celu wytworzenia twardego naskórka, który ułatwiał dzieciom wspinaczkę wewnątrz komina z surowej, nieoszlifowanej cegły. Gdy pomocnik utknął w kominie, majstrowie często rozwiązywali problem rozniecając ogień na kominku. Gorąc i dym zmuszał sparaliżowane strachem dzieci do wydostania się na górę za wszelką cenę. Niestety niektóre z nich dusiły się w przewodach nie będąc w stanie uwolnić się z potrzasku. Praca kominiarczyka powodowała liczne schorzenia zawodowe. Bezustanne wdychanie sadzy doprowadzało do trwałego uszkodzenia dróg oddechowych, a w ostateczności do raka płuc. Chłopcy cierpieli również na liczne deformacje kręgosłupa i nóg pracując przez wiele godzin w nienaturalnych pozycjach. Nieleczone zapalenie spojówek z czasem doprowadzało do trwałej ślepoty dziecka jeszcze przed osiągnięciem pełnoletności. Bardzo powszechną chorobą zawodową kominiarczyków był również rak moszny, który objawiał się zazwyczaj już w pierwszych latach dorastania i doprowadzał do zgonu na długo przed ukończeniem 20 roku życia.

Londyński kominiarz ze swoim pomocnikiem. (Pinterest)
chimney-sweeps-apprentice dankoboldt dot com
Pomocnik kominiarza. (Dankoboldt.com)
Pomocnik kominiarza przy pracy. (Ctsweep.com)

Z kolei dzieci zatrudnione w fabrykach East Endu rozpoczynały zmianę o 6 rano i pozostawały na swoich stanowiskach 12 godzin bez przerwy. Rozmowy, siadanie na podłodze i wyglądanie przez okno były zakazane i surowo karane. W zakładach tekstylnych najpopularniejszą czynnością wykonywaną przez nieletnich było czyszczenie maszyn z kawałków płótna i kurzu, które mogły doprowadzić do zatrzymania mechanizmu. W tym celu dzieci czołgały się pod pracującymi maszynami i ręcznie usuwały zanieczyszczenia. Praca ta była szczególnie niebezpieczna ze względu na ryzyko urazów. Najczęściej dochodziło do utraty palca u ręki, a niekiedy całej kończyny wciągniętej w tryby maszyny. Zdarzały się również wypadki śmiertelne, w których mechanizm urwał dziecku głowę. Ze względu na luki w prawie, okaleczeni nieletni robotnicy tracili zatrudnienie nie otrzymując żadnej rekompensaty ze strony pracodawcy. Dzieci pracowały również przy przemysłowych przędzarkach. Ich zadaniem było wyszukiwanie i naprawa zerwanych nici. Praca wykonywana przez przez wiele godzin na stojąco często doprowadzała do deformacji nóg i miednicy. Średni wiek młodocianego pomocnika w przemyśle tekstylnym w połowie XIX wieku wynosił 8 lat.

Dziewczynka pracująca przy przemysłowej przędzarce. (Dkfindout)
Chłopcy pracujący w wiktoriańskiej fabryce szkła. (Victorianchildren.org)

W innych londyńskich fabrykach dzieci były zatrudnione np. przy zanurzaniu pojedynczych zapałek w trującym fosforze, który wywoływał gnicie zębów i trwałe uszkodzenie dróg oddechowych. Osoby pozostające na stanowisku przez dłuższy okres czasu cierpiały na szczególnie bolesną i często śmiertelną martwicę szczęki (ang. phossy jaw). Opary z fosforu powodowały ubytki w kościach szczękowych z czasem doprowadzając do powstania dziur w policzkach i podbródku, z których nieustannie sączyła się ropa. Ostatecznie dochodziło do uszkodzenia mózgu i śmierci za sprawą niewydolności narządów wewnętrznych. W fabrykach szkła dzieci były z kolei narażone na regularne, rozległe oparzenia i ślepotę, a w cegielniach uciążliwy smród wypalanej gliny był przyczyną przewlekłych bólów głowy, wymiotów i omdleń. Nadzorcy w halach przemysłowych często stosowali wobec dzieci metody zastraszania, które zapewniały posłuch i wzmożoną produktywność. Dla przykładu jeden z chłopców pracujących w stołecznym przedsiębiorstwie został ukarany za wykonanie wadliwej partii gwoździ przybiciem ucha do stalowego blatu za pomocą młotka. Co ciekawe, brytyjskie Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt powstało w Anglii już w 1824 roku. Podobne stowarzyszenie broniące praw dzieci powstało dopiero 67 lat później, w 1891 roku.

Dzieci pracujące w londyńskiej fabryce zapałek Bryant & May. (Daily Mail)
Dzieci na ulicach wschodniego Londynu około 1890 roku. (Pinterest)

Ryba

Dodaj komentarz